JAK SCHUDLEM 30 kg.
Robert Domanski
Przed slubem (rok 1994) wazylem ok. 86-88
kg i nawet uwazalem, ze jestem za
gruby - idealem byla waga 80 kg. Moja zona wspaniale gotuje. Tak i zaraz po
slubie strzalka wagi poszla ostro w góre i zatrzymala sie na ok. 95 kg. Z
roku na rok sytuacja pogarszala sie - na poczatku 1997 roku wazylem grubo
ponad 100 kg, latem doszedlem do 108 kg. Na wiosne 1998 roku waga troche
spadla ale z nastaniem lata znowu zaczalem "odbudowywac" kilogramy. Sprawa
wygladala koszmarnie golym okiem. Zona, rodzice, znajomi robili mi
niedwuznaczne aluzje do mojego wygladu. Ja sam wiedzialem, ze waze za duzo,
ale nie potrafilem efektywnie podejsc do problemu. Wszystko, co robilem, to
ubieranie sie w dosc obcisle spodnie, które w moim mniemaniu wyszczuplaly
sylwetke. Jak to naprawde wygladalo, mozna ocenic na zdjeciach.
Decyzje o zabraniu sie za siebie podjalem juz na poczatku 1997 roku -
schudlem wtedy ok. 6 kg ale z powodu problemów w pracy i stresów zaraz
wrócilem do dawnego poziomu, a nawet go przekroczylem. W kwietniu 1998 roku
znowu zaczalem myslec o odchudzaniu, bylo to zaraz po odstawieniu
papierosów. Nie bylem co prawda nalogowcem, ale 4-6 papierosów dziennie bylo
regula od dobrych 10 lat. Slyszalem opinie, ze po rzuceniu palenia zaczyna
sie tyc, taka sytuacja bylaby juz poczatkiem katastrofy. Wazylem wtedy ok.
108 kg i gdybym przekroczyl 110 kg, stalbym sie regularnym grubasem. Dodam,
ze z powodu mojej otylosci nie chodzilem, ani na basen, ani na silownie
przez caly 1997 i 1998 rok. Wstydzilem sie. Czasem w lustrze patrzylem na
siebie i przyjemne to nie bylo.
Jestem czlowiekiem systematycznym, lubie miec sprawy i rzeczy posegregowane
i uporzadkowane. Przez 1997 i 1998 rok zbieralem przerózne informacje na
temat odchudzania, glównie z magazynów kobiecych. Postanowilem chudnac 1 kg
na tydzien. Wiosna 1998 roku sporzadzilem sobie arkusz w komputerze,
wyliczylem, kiedy dojde do 80 kg i zabralem sie za siebie. Poniewaz nie
wierze w zadne super diety cud, robilem to po swojemu. Znalazlem informacje,
ile "kosztuje" 1 kg wagi (7000 kcal), obliczylem, ile kalorii potrzebuje mój
organizm. Dalej wszystko bylo czysta matematyka. Cwiczyc mi sie nie chcialo,
basen i silownia odpadaly ze wzgledu na moje samopoczucie. Musialem wiec
mniej jesc.
Poczatkowo byly rezultaty, jak przy kazdej diecie. Potem, po zrzuceniu 4-5
kg waga stanela. Przyznam, ze nie zalowalem sobie i jadlem w miare
normalnie. W czerwcu waga skoczyla znowu do 106 kg. Pod koniec czerwca
pojechalem na urlop w góry. Kiedys wrecz smigalem po szczytach, nie czujac
wiekszego zmeczenia. Teraz obawialem sie wejscia na Szrenice (ok. 500 m w
góre). Ku mojemu zdumieniu kondycja nie byla az tak tragiczna. Bylo lepiej,
niz myslalem i to natchnelo mnie otucha. Po powrocie z urlopu wazylem ok.
104 kg. Zabralem sie, tym razem powaznie, za siebie. Co tydzien tracilem 1
kg. Ograniczylem jedzenie, zapomnialem o czekoladzie, ciastkach. Mój zwykly
dzien zaczynal sie od skromnego sniadania (ok. 7:30), potem scisly post
podczas pracy (do 18:00), podczas którego pilem tylko kawe i herbate.
Nastepnie obiad - tylko 2 danie. I zadnej kolacji (czyli 6 solidnych
kanapek). Do 07.08.98 wazylem 99 kg. Nastepnego dnia poszedlem na
pielgrzymke do Czestochowy. Poniewaz, szedlem tam po raz piaty, wiedzialem,
ze pielgrzymka dobrze wplynie na moja sylwetke. Pielgrzymowanie powoduje
wewnetrzne uspokojenie, ukojenie, odwraca uwage od spraw przyziemnych i
sklania do przemyslen, spojrzenia na siebie pod innym katem.
Po tygodniu pielgrzymowania wrócilem zadowolony, wewnetrznie uspokojony i
chudszy o 3 kg spalone podczas 6 dni intensywnego marszu. W tym czasie
jadlem bardzo malo - do 1500 kcal dziennie. Zrzucilem juz 10 kg i bylo to
wreszcie widac! Spodnie staly sie luzne, czulem to! Z mocnym postanowieniem
dalszego odchudzania przechodzily kolejne tygodnie. Dziennie spozywalem ok.
1300 kcal. Poczatkowo bylo dosc ciezko, zwlaszcza wieczorami - musialem
mocno zaciskac zeby. Ograniczenie do 1300 kcal sprawilo, ze bylem zmuszony
optymalizowac pozywienie. Prosty rachunek eliminowal tluste potrawy,
ciastka, czekolade, zólty ser. Zjedzenie batona oznaczalo polowe sniadania -
lepiej bylo w to miejsce zjesc solidna kanapke.
Co tydzien bylo 1 kg mniej. Bardzo mi pomagaly tabele kaloryczne Super
Linii, które pozyczylem od tesciów. Z biciem serca robilem ksero w pracy -
do dzis pamietam to nerwowe kopiowanie kartek. 15 wrzesnia wazylem juz 90
kg. Skonczyly sie docinki o efekcie jo-jo, o kolejnej próbie skazanej na
niepowodzenie, o tym, ze i tak sie nie uda. Zaczely sie natomiast rady, ze
juz starczy, ze juz dobrze wygladam, ze pewnie cos podejrzanego stoi za tym.
Pod koniec pazdziernika wazylem 85 kg. Liczac od poczatku zrzucilem juz 23
kg zupelnie niepotrzebnego tluszczu. Dodawanie kalorii stalo sie wrecz
obsesja. Moja motywacja, aby dojsc do 78 kg, jest tak wielka, ze nie czuje
meki na widok czekolady, ciasta, boczku czy McDonald's. Natychmiast bowiem
zaczyna pracowac wyobraznia, pokazujac, ile bede grubszy, gdy to zjem.
Zdecydowanie wolalem jablka. Opychalem sie nimi bez umiaru... A to dlatego,
ze nie wliczalem ich do dziennej stawki kalorii.
Waga spadala jak w zegarku. Moje wyliczenie, ze ok. 15 grudnia dojde do 78
kg przestawalo byc fantazja i stawalo sie powoli rzeczywistoscia. Hania,
moja zona, takze zaczela w to wierzyc. Nalegala, by wreszcie skonczyc
odchudzanie, ze zostaly ze mnie skóra i kosci... Uparlem sie i dalej dazylem
do moich upragnionych 78 kg. Czekalem na 15 grudnia. I wreszcie doczekalem
sie...
Przed Bozym Narodzeniem wazylem 78 kg. Ostatni tydzien to bylo przestawienie
sie na zjadanie 2400 kcal zamiast poprzednich 1200. Nie bylo to latwe -
wyobraznia wciaz pracowala tak, jak przez ostatnie 5 miesiecy. Nie chcialo
mi sie jesc, wiec zaczalem jesc po batonie czekoladowym dziennie. Cóz to
byla za rozkosz! Swieta przezylem zwiekszajac wage tylko o 1 kg - swoisty
sukces. Ulegajac namowom Hani zostalem przy tej wadze.
Reasumujac - zrzucilem dokladnie 29 kg, rzucilem palenie, tabliczki
czekolady pietrza sie w lodówce. Zaczely sie natomiast problemy, z których
wczesniej wcale nie zdawalem sobie sprawy. Wszystkie spodnie staly sie za
szerokie. Po zapieciu paska robily sie takie faldy, ze az strach. Zapinam
sie na te same dziurki w pasku, co 10 lat temu. Byla tez druga strona medalu
- czulem, ze organizm zostal wycienczony "konska kuracja. Mialem jednak
nadzieje, ze w 1999 roku wszystko wróci do normy i organizm przestawi sie na
utrzymanie 80 kg. Jak dotad (pisze te slowa 2 grudnia 1999r.) waga oscyluje
wokól 82 kg. Akceptuje te dodatkowe 2-3 kg, poniewaz caly czas "mieszcze"
sie w ubrania kupione na poczatku tego roku (np. jeansy) a poza tym przy
wadze 78 kg wygladalem szczerze mówiac koszmarnie.
Opisalem sposób, w jaki zlikwidowalem nadwage. Mozliwe, ze nie wzbudzi to
entuzjazmu wsród lekarzy, niemniej twierdze, iz jest to metoda, która
dziala. Jej podstawa jest cierpliwosc - zrzucenie 29 kg trwalo pól roku
oraz konsekwencja podparta nieodparta logika wyliczen matematycznych.
Dzienna stawka 1300 kcal mogla byc zarówno czekolada i ciastem jak i
pozywnymi kanapkami i owocami. Moja metoda nie zabraniala mi zjesc kawalka
tortu na przyjeciu i wypicia 4 kufli piwa, z tym wyjatkiem, ze potem
musialem to "odpracowac".
Ale podstawowa rzecza byla motywacja. Ja po prostu chcialem byc szczuply i
uwierzylem, ze moja metoda doprowadzi mnie do tego. Nie musialem sie
spieszyc - mój plan to 1 kg mniej na tydzien a nie "dieta miesiaca 5 kg w 2
tygodnie" a potem jo-jo. Lektura kobiecych magazynów przekonala mnie, ze
wszystkie gotowe diety z pelna aranzacja posilków do niczego sie nie nadaja;
np. 150 g cieleciny z grilla, ryz gotowany na wolnym ogniu przez 15 minut, 4
liscie salaty polane plaska lyzka odtluszczonego kefiru - od samego czytania
odechciewa sie czegokolwiek - moja kuchenka nie ma grilla, koniecznie trzeba
kupic ryz oraz odtluszczony kefir (a ja przykladowo nie znosze kefiru), a
przede wszystkim nie mam 1,5 godziny na przyrzadzanie tego posilku, bo 150
innych zajec czeka na mnie. Moze ta ostatnia wypowiedz nie przypadnie Wam do
gustu, ale pisze to w co wierze.
Zalaczam notatki, które robilem w zeszlym roku.
23.08.98
Chyba to moje odchudzanie przyniesie wreszcie jakis konkretny efekt. Zaraz
po pielgrzymce wazylem 96 kg. Dzis, tydzien po powrocie, waze 95 kg. Co
wiecej, naprawde widze efekty!
19.09.98
Wszyscy ci teraz przyznaja, ze byles za gruby, tluszcz wrecz wylewal sie z
ciebie. Jednoczesnie Hania twierdzi, ze czas zakonczyc to odchudzanie (jest
91 kg). Odniosles spory sukces - waga spadla o 17 kg, czujesz sie z
pewnoscia o wiele lepiej niz 4 miesiace temu. Kompleks na tym tle znika.
Uwazam, ze nie wolno ci sie zatrzymac teraz. Zaplanowales zejsc do 78 kg i
zrób to. Na pewno spotkasz sie z negatywnym przyjeciem u Hani ale nie
przejmuj sie tym - rób dalej swoje. Pokaz, ze cie na to stac (nikt w to nie
wierzyl) oraz ze nie bedzie zadnego efektu JO-JO. Schudniecie i rzucenie
palenia to obecnie najwieksze twoje sukcesy w tym roku.
25.09.98
Dzis rano waga wskazala 89 kg. Tak wiec osiagnales plan 89 kg na ten miesiac
- zrzuciles 5 kg we wrzesniu. Hania zaczyna sie zalamywac.
07.10.98
Od wczoraj zapinam sie paskiem na te sama dziurke, na która zapinalem sie
przed slubem (7 duzych dziurek wolnych). Dla porównania kiedys zapinalem sie
majac 5 a nawet czasami 4 duze dziurki wolne. Przy wadze 78 kg bede sie
zapinal majac 8 wolnych dziurek. A tak swoja droga moge spokojnie przygladac
sie sobie w lustrze.
16.10.98
Waze 87 kg i strzalka caly czas idzie w dól. Hania opowiedziala mi historie
o chlopaku, który radykalnie zrzucil ponad 30 kg i nabawil sie kamieni. Aby
podobna sprawa nie wydarzyla sie tobie (raczej malo prawdopodobne, poniewaz
wg wyliczen jem 3 razy wiecej niz ten delikwent) nalezy sie zabrac za
trening. Sa dwie rzeczy: silownia oraz basen. Wiosna zabierzesz sie za jazde
rowerem.
22.10.98
85 kg. W przyszlym tygodniu zaczynam silownie i basen. Zaczalem tez
codzienna gimnastyke (przysiady, sklony i sztangielki). Mam niejaki problem
ze spodniami - staja sie coraz wieksze i wieksze... Zadaje sobie pytanie,
czy naprawde kiedys szczelnie je wypelnialem?
04.11.98
Waze 84 kg, wczoraj po raz pierwszy bylem na silowni, uzgodnilem z
instruktorem zestaw cwiczen na 90 min. Bola miesnie, oj bola...
21.11.98
Waze 82 kg, czyli coraz blizej konca meki. Przez ostatni czas nie mialem
mozliwosci pilnowac odchudzania - najpierw duzo pracy, potem wyjazd do
Monachium na caly tydzien i wreszcie 2 dni spedzone z p. Ishikura z Japonii.
Przez ten czas nie chodzilem na silownie, basen caly czas w planach, sprawa
biegów zostala zawieszona z powodu sniegu - a jest go niemalo. Obejrzalem
swoje zdjecia z 1997 roku. Lepiej nie mówic... Wygladalem tragicznie, w
Mielnie bylem wrecz potworem - walki tluszczu wylewaly sie spod podkoszulki.
W sobote bylem na imprezie. Po raz pierwszy od kilku miesiecy mialem na
sobie dobrze dopasowane spodnie (nowe) i wygladalem rewelacyjnie. Na
marginesie dodam, ze spodnie od garnituru slubnego (kiedys za male) teraz sa
zdecydowanie za luzne.
02.12.98
Wczoraj bylem na badaniu BODYSTAT 1500. Wyniki to 81 kg, 18% tluszczu, 82%
masy suchej, woda to 56%. Idealne warunki to 78 kg, 15% tluszczu, 85% masy
suchej i 61% wody. Informacja, ze zrzuciles 27 kg jest przyjmowana z
niedowierzaniem. Moze to i lepiej - w koncu nie ma sie czym chwalic. Póki co
cwicze na silowni, a w piatki o 19:30 odwiedzam basen.
12.12.98
Dzis kupilem sobie jeansy (czarne Lee) dobrze dopasowane. Wygladam w nich
wspaniale, nie sa zbyt opiete. Do tego bardzo zgrabne buty zimowe. Widze,
jak Hania nadrabia mina - wciaz nie moze uwierzyc w to co widzi. Praktycznie
konczy sie moja kuracja - jem coraz wiecej, choc nadal wszystko jest pod
baczna kontrola. Nikt nie moze mi juz powiedziec, ze jestem gruby.
28.12.98
Waze 79 kg, przezylem obzarstwo swiat oraz opinie calej rodziny, która
dopiero teraz mnie zobaczyla - wszyscy zalamuja rece. I pytaja JAK ?
Naprawde bylo warto sie poswiecic chocby po to, by teraz widziec te zdumione
miny...
Serdecznie pozdrawiam i zycze sukcesów w gubieniu kilogramów,
Robert Domanski
Komentarz:
Paweł Czekaj
Sposob w jaki gubil Pan swoje kg
byl prawie idealny, tzn. kluczem do sukcesu jest ograniczenie kalorycznosci
diety (1200-1500kcal), wbrew pozorom wysilek fizyczny nie jest tak
skuteczny - zawsze budzi wilczy apetyt.
Rowniez okres w jakim Pan stracil wage jest optymalny szybka utrata wagi
prowadzi do podwyzszenia poziomu cholesterolu i moze dawac kamice zolciowa
(zaleca sie 4-5kg/mc)
Bardzo wazna jest silna wola, w koncu jedzenie jest przyjemnoscia -
stymulaje mozg tak jak inne przyjemne bodzce i czasem trudno jest sobie
czegos odmowic.
Jedynie scisly post w pracy byl chyba nadmiernym wyrzeczeniem, raczej
zalecalbym objetosciowe potrawy i plyny malokaloryczne tj. jablka, salatki
owocowe bez bananow (1kcal/g) i soki najlepie warzywne badz woda mineralna
niegazowana (0kcal/g). W razie silnego ssania w zoladku mozna zastosowac
produkty bogate w blonnik (chrupki Vasa) albo specjalistyczne preparaty
zawierajace wlokna roslinne w kapsulkach z pewna iloscia wody. Niemniej
jednak determinacja wlasna jest bardzo korzystna.
Gratuluje Panu poniewaz zmniejszajac swoja wage, porzucajac palenie i
konsumpcje bezsensownych przekasek wielokrotnie zmniejszyl Pan ryzyko
choroby wiencowej (zawalu), cukrzycy, udaru mozgu, raka pluc, krtani,
zoladka i trzustki.
Uwazam ze Panski przyklad jest bardzo budujacy i moze byc przydatny innym
osobom z analagicznym problemem.
Odpowiedz na komentarz:
Scisly post w pracy - zamiast kanapek itp
pilem duzo plynów - kawa 2
szklanki, herbata 3-4 szklanki oraz czysta woda 1-2 szklanki. Reszte
uzupelnialem jablkami - przeczytalem gdzies, ze dobrze wplywaja na przemiane
materii i maja malo kalorii (ok. 36 kcal na jablko). Jablka sa zapychajace -
nie da sie zjesc wiecej niz 2-3. I ma sie uczucie sytosci przez kilka
godzin. Poza tym jablka byly moja "furtka bezpieczenstwa". Moglem ich zjesc
ile chcialem bez doliczania do dziennej stawki kalorycznej. Oczywiscie nie
nalezy przeceniac tych owoców - równie dobrze mogly te funkcje pelnic np.
pomidory. Chodzilo o czysty czynnik psychologiczny - nie jestem masochista,
a moja silna wola nie jest znowu taka silna. Zreszta odwolywanie sie do
silnej woli nie ma chyba sensu - tak naprawde to bardzo niewielu ludzi ja
ma, natomiast reszta stosuje rózne "protezy" które dzialaja i daja efekty. A
o to chyba chodzi.
Świetnie Panie Robercie!
Paweł Czekaj
Jeszcze raz gratuluję, załączam otrzymany od Pana Roberta arkusz, który mu pomógł w ustaleniu diety - FITNESS2.XLS